kasior16 blog

Twój nowy blog

Testy.

14 komentarzy

Nieudolna próba sprawdzenia naszych umiejętności poprzez punkty, kończy się na tym, że każdy może się pochwalić swoją „wiedzą” w obliczu stresu. Tylko czemu w szkole uczymy się ile jest (2+2)x2 a na teście : „masz 2 jabłka, dostajesz 2 a na drugi dzień dostajesz 2 razy więcej. Ile masz owoców?”. Czy nie jest nam bardziej potrzebna wiedza praktyczna niż suche fakty, które i tak zapomnimy ?! Od testów zależy gdzie przyjmą nas do szkoły, czyli w sumie jedna z ważniejszych decyzji w naszym życiu, a zależna od głupiego sprawdzenia umiejętności, które i tak nie są prawdziwe. Sadzają nas w kilkuosobowych grupkach w salach przedmiotowych. Dają nam dwóch nauczycieli, którzy pilnują porządku. Koniecznie mundurek szkolny, żadnych swetrów, choć na dworze ziąb. Obok siedzą ludzie zestresowani tak jak my. A przed moją ławką „sprytny” uczeń lat 18 próbuje wywiercić cyrklem dziurę w tablicy korkowej. Niestety nie udaje mu się to, więc zabawa twórcza przechodzi w skrobanie arcydzieła na ławce. Nauczyciele nie reagują. Odwraca się, rozgląda. NIC. Po pół godziny „zmagań” z testem podnosi rękę „Mogę już wyjść?” , „Nie masz siedzieć. Jeszcze coś napiszesz.”. Próba wykręcenia się – nieudolna. Zaczyna się coraz większe kręcenie. Tym razem obiektem zainteresowania osobnika stała się ściana, przy której siedział, „co można by wykombinować?” Może… Kolejny genialny pomysł przychodzi do głowy naszemu mózgowcowi. Skrobanie po ścianie. A tu niespodziewane zainteresowanie osób otaczających naszego sprytnego jegomościa na chwile wyprowadza go z równowagi. Również nauczyciele, którzy zauważyli, że wszyscy się patrzą w kierunku ściany, w końcu zwrócili uwagę. Ale jaki tego skutek? Żaden. Po chwili ucieszony publiką uczeń wraca do swojego dzieła. Może tym razem wymyślić coś jeszcze innego, doskonalszego?! „Genialne” – myśli zestresowany uczeń, który koniecznie chce zachwycić swoją publiczność wielkim geniuszem – od tej chwili nawet na chwilę nie przestał stukać cyrklem w ławkę „wystukując rytm”. I tak przez bite 2 godziny. Wielkim poczynianią towarzyszą śmiechy, chichy i tylko dwa, może trzy spojrzenia osób chcących powiedzieć „to żałosne”.

….

24 komentarzy

Powoli zbliża się okres wystawiania ocen, czas sprawdzianów i załatwiania wszystkiego co nie dokończone. Wszyscy zawaleni pracą, nauką, obowiązkami by wszystko dopiąć na ostatni guzik przed feriami i dalszym etapem nauki aż do egzaminów. Jak będzie z ocenami? Tego jeszcze nie wiem. Próbne testy – masakra, gorzej niż źle. S t r e s. I zbyt dużo na głowie w tym okresie. Wiem jedno, do tych prawdziwych testów muszę się solidnie pouczyć. Z matematyczno-przyrodniczego poszło bardzo słabo, a z humanistycznego wyników jeszcze nie znam, choć mogę je sobie wyobrażać.

W domu kłótnie o byle co. A coraz bardziej wydaje mi się, że sama szukam do tego pretekstów. Mama się denerwuje, wszystko wyolbrzymia, płacze a co ja robie?! Odpowiadam spokojnie, z nutką ironii. To chyba gorsze niż bym krzyczała czy cokolwiek innego. Wiem, że źle robie, chociaż w większości to naprawdę nie moja wina. Mama czepia się dosłownie wszystkiego, rzeczy, które ją kompletnie nie dotyczą. Obojętnie co robie – robie źle. Cały czas porównuje mnie do siebie, nawet przy najdrobniejszych rzeczach takich jak robienie obiadu, sprzątanie… Ja robie coś tak jak mi pasuje, uczę się a ona zawsze musi poprawić chociażby o jeden milimetr coś było nie tak albo nie zrobione w tej kolejności co robi moja mama. Czemu ona nie może zrozumieć, że ja to nie ona, nie jestem jej klonem! Mam swoje zdanie na różne rzeczy. Najgorsze jest wypominanie, że poświęciła dla nas całe życie a co teraz z tego ma!? Zawsze uważałam, że dzieci się ma z miłości, są częścią rodziny, chce się je mieć tak po prostu a nie po to by coś z tego mieć. Może ja jestem inna, ale całe życie właśnie tak uważałam, choć krótkie.

Czemu moja mama nie umie się cieszyć z małych radości, typu dobra ocena, a co ja słyszę ?! Uczysz się sama dla siebie, nie dla mnie! Więc po co się starać. Dobrze, rozumiem, że tylko ja będę miała korzyści ze swojej nauki, ale czemu nie może mi powiedzieć chociaż : bardzo ładnie, też się cieszę?! Czy tak trudno wypowiedzieć te kilka prostych słów?! Wtedy człowiek czuł by się lepiej, nie?

Czy może jestem egoistką?

[PS zabawa w psychologa trwa]

O rok starsza:) Czuje się staro:P

I dorosłam do tej decyzji… Dziecięce marzenia prysły jak mydlana bańka. Dużo czasu zajęło zanim to sobie w pełni uświadomiłam. Od kiedy skończyłam 7 rok życia chciałam być weterynarzem. I tak do około 2 miesięcy temu. I chociaż byłam w stanie powiedzieć jeszcze wczoraj, że chce nim nadal być to jednak muszę się przynać, że jednak nie jest to to co chce robić w przyszłości. Zmieniło się dużo, może nawet wszystko od kiedy zaczęłam chodzić na Oaze i choć zwierzęta zawsze były i będą moją pasją to nie chce pracować w tym zawodzie. Pozostanie to moim hobby. Mam nowe dwa kierunki, które wchodzą pod uwage i obydwa chce w przyszłośći skończyć : teologia i psychologia. I nie myślcie, że jest to puste gadanie 15-latki bo nie jest, zawsze wiedziałam co chce robić w życiu, teraz też wiem… Ja się zmieniłam i moje życie, poglądy, ludzie, którzy mnie otaczają… Wszystko jest inne. (Tylko mój Troll zawsze pozostanie taki jaki jest, chociaż w niej również widze zmiany…Na lepsze =] )

Co mam powiedzieć na temat sylwestra? Był super, pierwszy sylwester poza domem, najlepszy w całym życiu ;] Ale się z dziewczynami ubawiłam :) Chociaż na chwile zapomniałam o troskach własnego życia. I nic nie zakłóciło spokoju… Nawet kilka wydarzeń ;] A najmilszy był koniec ;] W domu byłam o 4;50 – wszyscy już spali :)

Do Larwy: Ciesz się życiem! Chociaż jest takie szare…! ;*
Do Aniołka: Następny rok będzie lepszy. Chociażby zakończenie sylwestra, o którym Ci mówiłam.
Do Trolla: [który i tak tego nie czyta] Bądź sobą:)

Ten „znakomity” tytuł to wynik przemyśleń mojego brata na temat mojego stanu:P…Czy to nie brzmi głupio?! TAK!
W każdym razie i mnie choroba w końcu dopadła, lekka gorączka, okropny katar i przeraźliwy kaszel;/ a za trzy dni sylwester! Ja muszę wyzdrowieć! Obecnie moim najlepszym przyjacielem są chusteczki chigieniczne :D

Wizyta siostry Ani zapoczątkowała wiele zmian. Złych i dobrych. Tylko szkoda, że nie jest wiadomo co teraz robic by tego nie popsuć:( My 15-letnie dziewczyny bawimy się w psychologa z małym skutkiem, to chyba nie jest dziwne… Nie mamy autorytetu, nic nie mamy. I dlatego tak trudno. Jednak wierze, że Kinia poradzi sobie z tym wrednym babsztylem Alą:D A Ala poradzi sobie z samą sobą :P Bo to jest najtrudniejsze, by samej być sobie w stanie pomóc i chcieć pomocy innych. To już połowa sukcesu… Czy to ma być nasza próba, sprawdzenie sił? Zobaczymy…

Święta przeżyłam nawet bez żadnych blizn, kłótni i rozczarowań. Brak mi tylko rudej kulki:(

Tak ogólnie to mój braciszej jest ostatnio dla mnie bardzo miły co jest dziwne… Czy on czegoś nie potrzebuje? Hehe, ale ze mnie siostra:D Zawsze widze złe strony:) a on jest taki „słodki i kochany” [tak twierdzi tylko Karolina].

Dobrze jest mieć przyjaciół, tylko szkoda,że nieraz są tak daleko…

:(

7 komentarzy

I jak święta mają być szczęśliwe…. PO tak wielkiej stracie:(

Teraz mam do was pytanie… Lepiej bym go odwiedzała czy żebym tego nie robiła ?! Tak to może zapomni i wszystko będzie ok, ale jeśli nie to będzie czuł się opuszczony…:( Tak bardzo go kocham i nie wiem co zrobić. To bardzo trudne… Nie chce by czuł, że ma dwóch właścicieli ale tak bardzo chce go jeszcze zobaczyć.

Dziś powinniśmy się weselić, a co ja robię?!

Płacze…

I nawet mój brat bardzo za nim tęskni… Tylko mama jest szczęśliwa, szkoda, że takim kosztem :(

Chciałabym wam życzyć wesołych świat, nie takich jak moje… Nie bierzcie ze mnie przykładu, bo to zły przykład…

choinka.jpg

Na początku chce napisać, że zmiana adresu bloga jest spowodowana tym, że tytuł tamtej zupełnie nie pasuje do jego treści, co mi wiele osób mówiło… Często ludzie pisali, że nie wejdą na bloga bo psy ich kompletnie nie interesują, a jak wiecie ten blog nie miał już nic kompletnie z nimi ostatnio wspólnego. Nie licząc tego, że bardzo za nimi przepadam…:) I tu koniec optymistycznej notki…

Straciłam przyjaciela! Tak, mojego pieska…:( Którego tak bardzo kochałam, któremu uratowałam życie… Miałam go od kiedy skończył 4tyg. „Wychował” się na wsi, gdzie w sumie urodziło się 8 szczeniaków, z tego przezył tylko Snap i jego brat. Nigdy się nie dowiedziałam co się stało z drugim, ale oni twierdzą, że ktoś go zabrał, ale czy to prawda to nie wiem. Jaki był powód śmierci jego rodzeństwa? Głód i robaki, Snap był normalnie „zjadany”, wiadomo , że to źle jak się tak szybko zabiera szczeniaki od matki ale to był jedyny ratunek dla niego. Na następny dzień jak byliśmy na wizycie u weterynarza to okazało się, że ma nosówke i gdyby nie został przeze mnie odrobaczony i wysypany specjalną zasypką to już by nie żył. Takie rzeczy bardzo przywiązują… Potem karmiłam go kilkanaście razy dziennie, wychodziłam co godzine na dwór, nawet w nocy. Byłam na każde jego piśnięcie. Nauczyłam go bardzo dużo, w miare moich możliwości.
A jeszcze na dokładke bym nie miała za dobrego humoru to moja „kochana” babcia dała mi wykład , że jak to pies nie nadaje się do naszego mieszkania, teraz gdy go nie ma! Miałam ochote wstać i na nią nakrzyczeć, mi tu serce z bólu pęka, a ona ciągle jaki to on był niegrzeczny itp. Miałam dość tej gadaniny…;/

Najgorzej jest wrócić do domu i wiedzieć, że nikt cię nie przywita merdaniem ogona…:(


  • RSS