kasior16 blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 2.2006

I minął dzień, minęły kolejne. Trema opadła – do następnego razu. I zaczyna się szara rzeczywistość, wlepaianie oczu w podręcznik, zeszyt i książkę ćwiczeń. I znowu nie będzie was oprócz poniedziałku, piątku i niedzieli. Będziecie tam. Ja tu. A rozmowa przez prostokątne, świecące pudło nie jest tym samym co słowa, gesty ….
I znowu zatopię się w suche fakty, słowa i liczby. Brak zainteresowania. No może oprócz tych kilku przeczytanych zdań w jednej z tych grubych i kolorowych książek, leżących gdzieś na dnie szafy.
A już po kolejnej rozmowie na temat „czym różni się sześcian od ostrosłupa” albo „czemu prąd płynący w dwóch przewodach o identycznym zwrocie się przyciąga” usiądę na tapczanie, po turecku – bo tak najwygodniej i przeniosę się w świat marzeń, magii i dźwięków. Bo nie chce słyszeć już tych wrzasków płynących z pokoju obok.
A moje marzenie powoli się spełnia, takie małe a tak istotne, marzone od dziecka a wypowiedziane tak niedawno. Bo nadal mam wiarę w to, że jak bardzo się chce to można to osiągnąć, a cały świat potajemnie sprzyja osiągnięciu celu. A warto czasami marzyć tylko by nie zgasła nadzieja.

Strach

6 komentarzy

I nadchodzi dzień kiedy będzie trzeba stanąć na środku wielkiej sali i mówić to co przyjdzie do głowy, jeśli w ogóle coś przyjdzie. Mówić coś z siebie, bez przygotowania, bez planu, po prostu powiedzieć. Pierwszy raz. I jeszcze za zadanie to co powiem ma przynieść jakiś skutek, przemianę, ktoś ma to odebrać do siebie.
Lecz może gdy stanę już na środku, popatrzę na zebranych – to wcale nie będę już ja, może będziesz Ty mówił za mnie. Będziesz wkładał w usta słowa, które wypowiedziane staną się początkiem czegoś nowego w życiu słuchającego.
A może jednak to będę tylko ja, sama wśród tylko znających mnie osób – chyba tego się najbardziej boje. I tego, że nie zrobię to tak jak należy. Po swojemu, a nie po Twojemu.
Jak się do tego przygotować? Czy właściwie da się przygotować na Twoje słowa?
A tematem „Zaufanie” …

Przez kilka dni odłączona od świata i wcale nie brakowało mi tego. Ani komputera, ani komórki, ani nawet rodziny. Czułam, że mogę pozostać tam już zawsze. Czas zaprzątało mi to co powinno. Nie było głupich myśli, był tylko Bóg i przyjaciele. I dowiedziałam się tyle rzeczy, poznałam, a jednak tyle zostało jeszcze do odkrycia. Jedno wiem – ja jeszcze tam wrócę, razem z przyjaciółmi. A dlaczego, dla kogo? Dla Boga. I dla siebie.
I choć jest jedna rzecz, która mnie głębi, nie zachowałam się tak jak chciałam, to czułam się jak u Pana Boga za piecem. A może właśnie tam się znalazłam…

Wczoraj rano wstałam i zbierałam się do kolejnej długiej i męczącej podróży, do świata ostrego zapachu bliżej nieznanego, płaczących dzieci wracających z jakiegoś dziwnego pomieszczenia, gdzie słychać tylko jakiś odgłos jakby kruszenie kamieni. Wracają z zapuchniętymi oczami od płaczu, pod rękę ze swoimi opiekunami, podchodzą do biurka na którym stoi dziwne blaszane pudło z jasnym ekranem i wielki zeszyt. Padają słowa „Za dwa tygodnie, proszę”. I zaraz pani siedząca za owym ciężkim meblem bierze do ręki długopis i wpisuje imię i nazwisko. Czy to jakiś dziwny sąd dla nieletnich? Nie. Przecież i dorośli czekają w tym pomieszczeniu co ja. Oni też podchodzą do drzwi z wielkim napisem Gabinet. Tylko, że oni wracają z nieprzeniknionym wyrazem twarzy, bez żadnych oznak smutku czy bólu. Oni też wpisują swoje nazwiska do księgi skazańców, tylko, że oni się uśmiechają. Nareszcie i moje nazwisko wywołali. Lecz ja wchodzę do drzwi obok i mam na twarzy blady uśmiech. Wita mnie gruby pan w niebieskim fartuchu, potem przychodzi drugi a nawet trzeciego wołają. Obok kręci się kobieta, która się pięknie uśmiecha do mnie. I podaje coś jednemu z mężczyzn pochylających się nade mną kiedy siedzę w bardzo wysokim zielono-niebieskim fotelu. I po chwili już słyszę te magiczne „za tydzień proszę”. I wiem, że za kilka dni znowu wrócę do tego dziwnego świata, może wtedy uda mi się dowiedzieć gdzie właściwie się znalazłam.
A może wy wiecie?

__________________

chciałam powiedzieć tylko, że przez następne cztery dni mnie nie ma. więc do wtorku ;*

Pragnę by narodził się we mnie jakiś duch, pragnienie życia. Nie mówię, że teraz go nie ma. Jest, ale jednak przygniatany przez coś. Może chodzi o to, że siedząc w czterech ścianach zapominam, że istnieje coś więcej niż tylko szary świat, widziany z maleńkiego okna. Spieszący się ludzie biegnący na pociąg albo autobus, strażnicy szukający każdej okazji by przyczepić się do Bogu ducha winnych ludzi, może istnieje coś więcej niż szare perony, zabrudzony dworzec i ławki pełne ludzi, którym się w życiu nie powiodło.
A jednak gdzieś istnieją łąki pełne pięknego białego puchu i ośnieżone drzewa. Słychać tam krzyk dzieci, które wesoło bawią się ze swoimi rówieśnikami pod okiem zatroskanych rodziców.
Chciałabym się tam znaleźć chociaż jako obserwator, by móc cieszyć się razem z nimi z piękna zimy. Patrzeć, jak każdą różową od mrozu buzie rozświetla szczery, niczym nie wymuszony uśmiech. Nawet gdy któryś z dzieci przewróci się i upadnie, natychmiast znajdzie się koło niego jego opiekun, podniesie i wytrze pełne łez oczy, po chwili znowu wciągnie je wir zabawy i jedynym śladem chwilowego bólu będą czerwone ślady na policzkach, które znikną równie szybko.
Może warto w chwili wolnego czasu wyjść gdziekolwiek, gdzie nie ma już hałasu, budynków i chorej gonitwy. Są takie miejsca gdzie naprawdę chce się żyć. Wyłączyć komórkę, odsunąć się od rzeczy elektrycznych i stalowych konstrukcji. Usiąść na zimnej, mokrej ziemi pod drzewem i patrzeć na pływające obłoki. Zatonąć w marzeniach.
Kto idzie razem ze mną?

Nie chciałam Ci odbierać nadziei, sama wiesz o tym tak dobrze. W sumie nie ja Ci ja tak naprawdę odebrałam, byłaś tam, słyszałaś. Te słowa były dla mnie tak samo zaskoczeniem jak dla Ciebie. Chociaż po zachowaniu można się tego było domyślić, tylko żadna z nas nie dopuszczała myśli, że to może być tak naprawdę. Lepiej spaść z małego murku niż wejść na ogromny budynek i rzucić się w przepaść. Stracić marzenia, które kłębiły się tyle czasu w naszych myślach to ogromny ból. Wiem o tym sama, z własnego doświadczenia. To jest po prostu chore. Ja zawsze Ci pomogę. A jedną z roli prawdziwej przyjaciółki jest mówić prawdę, prosto w oczy – tylko łagodniej. Lepiej ją usłyszeć od niej niż gdzieś od kogoś, za plecami. Prawda często boli, ale właśnie o to chodzi by jednak żyć w prawdzie, umieć sobie z nią radzić. Zaczynać od drobiazgów a kończyć na wielkich rzeczach. Ja postaram się Tobie w tym pomóc i wiem, że jak ja będę potrzebować pomocy również ją od Ciebie otrzymam, nie tylko od Ciebie, bo również od Aniołka, Trolla… Bardzo mi pomagacie i chce się wam odwdzięczyć, tylko powiedźcie jak …

Życzę więc Ci abyś potrafiła się cieszyć.
Aby zrozumieć wartość jednej tysiącznej sekundy – zapytaj biegacza, który zdobył srebrny medal na olimpiadzie.
Aby zrozumieć wartość sekundy – zapytaj osobę, która przeżyła wypadek.
Aby zrozumieć wartość jednej minuty – zapytaj tego, kto spóźnił się na autobus.
Aby zrozumieć wartość godziny – zapytaj zakochanych, którzy czekają na spotkanie. [lepiej skreślić]
Aby zrozumieć wartość jednego dnia – zapytaj dziecko, które idzie po raz pierwszy do szkoły.
Aby zrozumieć wartość tygodnia – zapytaj robotnika zarabiającego z tygodnia na tydzień, który ma dziesięcioro dzieci do wykarmienia.
Aby zrozumieć wartość miesiąca – zapytaj matkę, która urodziła wcześniaka.
Aby zrozumieć wartość jednego roku – zapytaj studenta, który nie zdał egzaminu końcowego.

Teraz jeśli wiesz jaka jest wartość życia, czasu – ciesz się życiem.
Niech chociaż jedna z nas będzie optymistycznie nastawiona.
Nie zrywaj umowy.


  • RSS