kasior16 blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 1.2006

Nie tylko na dworze ale również w sercach. Uczucia, co to takiego? Każdy je rozumie inaczej, każdy inaczej używa swojego serca, sumienia i mózgu. Jak to wszystko ogarnąć, skąd mamy wiedzieć, że ta osoba stojąca obok, mówiąca tyle pięknych rzeczy chce dla nas dobrze, że nie ma w tym żadnych ukrytych intencji. Może robi to dla kawału? Może tylko po to, żeby zabić wolny czas? A może żeby nas upokorzyć? Dziwne są czucia. Nie możemy ich zobaczyć, więc jak w nie wierzyć? To jest tak jak z Panem Bogiem. Bardzo trudne, ale daje owoce. Daje satysfakcje. Mi ostatnio dużo łatwiej wierzyć właśnie w Niego niż w wasze uczucia, wasze słowa i waszą przyjaźń.

PS nie chodzi mi o was „paczko”, w wasze uczucia wierze, jest to skierowane do osoby, która nigdy tego nie przeczyta, do osoby, której już nie ma przy mnie. Przepraszam.

logo!.jpg

Życie ucieka przez palce, a ja nie wiem co z tym zrobić. Z dnia na dzień wydaje mi się, że coś robie źle. Kłótnie to już chyba normalka. Ale jednak bardzo bolą. Nie chce tego, a jednak nie mogę się powstrzymać. I r o n i a.

Siedzę w domu, wyglądam przez okno i czuję jak padają na mnie płatki śniegu. Przemijają, topnieją i już nikt o nich nie pamięta. Niby każdy płatek taki sam, a gdyby lepiej mu się przyjrzeć jest zupełnie inny. Nie znajdziesz dwóch takich samych. Każdy jest doskonałością Stwórcy, i każdy jest wyjątkowy. Powinniśmy dziękować, że możemy doświadczyć poznania każdego z nich, ponieważ wiele osób nie ma możliwości ich zobaczyć, dotknąć, poczuć i doznać piękna… Są takie małe, mijają jak każdy nasz dzień, zapisany w pamiętniku lub taki nieważny, że nawet nie ma o nim słowa. Są dni, których byśmy nie oddali, są takie, na które czekamy tak długo, a jednak przynoszą rozczarowanie, są i takie, które chcielibyśmy zapomnieć, bo szkoda sobie zapełniać nimi pamięć, nic nie znaczą, albo są takie przykre, że na każde ich wspomnienie czujemy ból, nie fizyczne, ale okropny, przeszywający ból pod klatką piersiową, czyli tam gdzie powinno być serce. Lecz może i jego nie ma?

Testy.

14 komentarzy

Nieudolna próba sprawdzenia naszych umiejętności poprzez punkty, kończy się na tym, że każdy może się pochwalić swoją „wiedzą” w obliczu stresu. Tylko czemu w szkole uczymy się ile jest (2+2)x2 a na teście : „masz 2 jabłka, dostajesz 2 a na drugi dzień dostajesz 2 razy więcej. Ile masz owoców?”. Czy nie jest nam bardziej potrzebna wiedza praktyczna niż suche fakty, które i tak zapomnimy ?! Od testów zależy gdzie przyjmą nas do szkoły, czyli w sumie jedna z ważniejszych decyzji w naszym życiu, a zależna od głupiego sprawdzenia umiejętności, które i tak nie są prawdziwe. Sadzają nas w kilkuosobowych grupkach w salach przedmiotowych. Dają nam dwóch nauczycieli, którzy pilnują porządku. Koniecznie mundurek szkolny, żadnych swetrów, choć na dworze ziąb. Obok siedzą ludzie zestresowani tak jak my. A przed moją ławką „sprytny” uczeń lat 18 próbuje wywiercić cyrklem dziurę w tablicy korkowej. Niestety nie udaje mu się to, więc zabawa twórcza przechodzi w skrobanie arcydzieła na ławce. Nauczyciele nie reagują. Odwraca się, rozgląda. NIC. Po pół godziny „zmagań” z testem podnosi rękę „Mogę już wyjść?” , „Nie masz siedzieć. Jeszcze coś napiszesz.”. Próba wykręcenia się – nieudolna. Zaczyna się coraz większe kręcenie. Tym razem obiektem zainteresowania osobnika stała się ściana, przy której siedział, „co można by wykombinować?” Może… Kolejny genialny pomysł przychodzi do głowy naszemu mózgowcowi. Skrobanie po ścianie. A tu niespodziewane zainteresowanie osób otaczających naszego sprytnego jegomościa na chwile wyprowadza go z równowagi. Również nauczyciele, którzy zauważyli, że wszyscy się patrzą w kierunku ściany, w końcu zwrócili uwagę. Ale jaki tego skutek? Żaden. Po chwili ucieszony publiką uczeń wraca do swojego dzieła. Może tym razem wymyślić coś jeszcze innego, doskonalszego?! „Genialne” – myśli zestresowany uczeń, który koniecznie chce zachwycić swoją publiczność wielkim geniuszem – od tej chwili nawet na chwilę nie przestał stukać cyrklem w ławkę „wystukując rytm”. I tak przez bite 2 godziny. Wielkim poczynianią towarzyszą śmiechy, chichy i tylko dwa, może trzy spojrzenia osób chcących powiedzieć „to żałosne”.

….

24 komentarzy

Powoli zbliża się okres wystawiania ocen, czas sprawdzianów i załatwiania wszystkiego co nie dokończone. Wszyscy zawaleni pracą, nauką, obowiązkami by wszystko dopiąć na ostatni guzik przed feriami i dalszym etapem nauki aż do egzaminów. Jak będzie z ocenami? Tego jeszcze nie wiem. Próbne testy – masakra, gorzej niż źle. S t r e s. I zbyt dużo na głowie w tym okresie. Wiem jedno, do tych prawdziwych testów muszę się solidnie pouczyć. Z matematyczno-przyrodniczego poszło bardzo słabo, a z humanistycznego wyników jeszcze nie znam, choć mogę je sobie wyobrażać.

W domu kłótnie o byle co. A coraz bardziej wydaje mi się, że sama szukam do tego pretekstów. Mama się denerwuje, wszystko wyolbrzymia, płacze a co ja robie?! Odpowiadam spokojnie, z nutką ironii. To chyba gorsze niż bym krzyczała czy cokolwiek innego. Wiem, że źle robie, chociaż w większości to naprawdę nie moja wina. Mama czepia się dosłownie wszystkiego, rzeczy, które ją kompletnie nie dotyczą. Obojętnie co robie – robie źle. Cały czas porównuje mnie do siebie, nawet przy najdrobniejszych rzeczach takich jak robienie obiadu, sprzątanie… Ja robie coś tak jak mi pasuje, uczę się a ona zawsze musi poprawić chociażby o jeden milimetr coś było nie tak albo nie zrobione w tej kolejności co robi moja mama. Czemu ona nie może zrozumieć, że ja to nie ona, nie jestem jej klonem! Mam swoje zdanie na różne rzeczy. Najgorsze jest wypominanie, że poświęciła dla nas całe życie a co teraz z tego ma!? Zawsze uważałam, że dzieci się ma z miłości, są częścią rodziny, chce się je mieć tak po prostu a nie po to by coś z tego mieć. Może ja jestem inna, ale całe życie właśnie tak uważałam, choć krótkie.

Czemu moja mama nie umie się cieszyć z małych radości, typu dobra ocena, a co ja słyszę ?! Uczysz się sama dla siebie, nie dla mnie! Więc po co się starać. Dobrze, rozumiem, że tylko ja będę miała korzyści ze swojej nauki, ale czemu nie może mi powiedzieć chociaż : bardzo ładnie, też się cieszę?! Czy tak trudno wypowiedzieć te kilka prostych słów?! Wtedy człowiek czuł by się lepiej, nie?

Czy może jestem egoistką?

[PS zabawa w psychologa trwa]

O rok starsza:) Czuje się staro:P

I dorosłam do tej decyzji… Dziecięce marzenia prysły jak mydlana bańka. Dużo czasu zajęło zanim to sobie w pełni uświadomiłam. Od kiedy skończyłam 7 rok życia chciałam być weterynarzem. I tak do około 2 miesięcy temu. I chociaż byłam w stanie powiedzieć jeszcze wczoraj, że chce nim nadal być to jednak muszę się przynać, że jednak nie jest to to co chce robić w przyszłości. Zmieniło się dużo, może nawet wszystko od kiedy zaczęłam chodzić na Oaze i choć zwierzęta zawsze były i będą moją pasją to nie chce pracować w tym zawodzie. Pozostanie to moim hobby. Mam nowe dwa kierunki, które wchodzą pod uwage i obydwa chce w przyszłośći skończyć : teologia i psychologia. I nie myślcie, że jest to puste gadanie 15-latki bo nie jest, zawsze wiedziałam co chce robić w życiu, teraz też wiem… Ja się zmieniłam i moje życie, poglądy, ludzie, którzy mnie otaczają… Wszystko jest inne. (Tylko mój Troll zawsze pozostanie taki jaki jest, chociaż w niej również widze zmiany…Na lepsze =] )

Co mam powiedzieć na temat sylwestra? Był super, pierwszy sylwester poza domem, najlepszy w całym życiu ;] Ale się z dziewczynami ubawiłam :) Chociaż na chwile zapomniałam o troskach własnego życia. I nic nie zakłóciło spokoju… Nawet kilka wydarzeń ;] A najmilszy był koniec ;] W domu byłam o 4;50 – wszyscy już spali :)

Do Larwy: Ciesz się życiem! Chociaż jest takie szare…! ;*
Do Aniołka: Następny rok będzie lepszy. Chociażby zakończenie sylwestra, o którym Ci mówiłam.
Do Trolla: [który i tak tego nie czyta] Bądź sobą:)


  • RSS