kasior16 blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 12.2005

Ten „znakomity” tytuł to wynik przemyśleń mojego brata na temat mojego stanu:P…Czy to nie brzmi głupio?! TAK!
W każdym razie i mnie choroba w końcu dopadła, lekka gorączka, okropny katar i przeraźliwy kaszel;/ a za trzy dni sylwester! Ja muszę wyzdrowieć! Obecnie moim najlepszym przyjacielem są chusteczki chigieniczne :D

Wizyta siostry Ani zapoczątkowała wiele zmian. Złych i dobrych. Tylko szkoda, że nie jest wiadomo co teraz robic by tego nie popsuć:( My 15-letnie dziewczyny bawimy się w psychologa z małym skutkiem, to chyba nie jest dziwne… Nie mamy autorytetu, nic nie mamy. I dlatego tak trudno. Jednak wierze, że Kinia poradzi sobie z tym wrednym babsztylem Alą:D A Ala poradzi sobie z samą sobą :P Bo to jest najtrudniejsze, by samej być sobie w stanie pomóc i chcieć pomocy innych. To już połowa sukcesu… Czy to ma być nasza próba, sprawdzenie sił? Zobaczymy…

Święta przeżyłam nawet bez żadnych blizn, kłótni i rozczarowań. Brak mi tylko rudej kulki:(

Tak ogólnie to mój braciszej jest ostatnio dla mnie bardzo miły co jest dziwne… Czy on czegoś nie potrzebuje? Hehe, ale ze mnie siostra:D Zawsze widze złe strony:) a on jest taki „słodki i kochany” [tak twierdzi tylko Karolina].

Dobrze jest mieć przyjaciół, tylko szkoda,że nieraz są tak daleko…

:(

7 komentarzy

I jak święta mają być szczęśliwe…. PO tak wielkiej stracie:(

Teraz mam do was pytanie… Lepiej bym go odwiedzała czy żebym tego nie robiła ?! Tak to może zapomni i wszystko będzie ok, ale jeśli nie to będzie czuł się opuszczony…:( Tak bardzo go kocham i nie wiem co zrobić. To bardzo trudne… Nie chce by czuł, że ma dwóch właścicieli ale tak bardzo chce go jeszcze zobaczyć.

Dziś powinniśmy się weselić, a co ja robię?!

Płacze…

I nawet mój brat bardzo za nim tęskni… Tylko mama jest szczęśliwa, szkoda, że takim kosztem :(

Chciałabym wam życzyć wesołych świat, nie takich jak moje… Nie bierzcie ze mnie przykładu, bo to zły przykład…

choinka.jpg

Na początku chce napisać, że zmiana adresu bloga jest spowodowana tym, że tytuł tamtej zupełnie nie pasuje do jego treści, co mi wiele osób mówiło… Często ludzie pisali, że nie wejdą na bloga bo psy ich kompletnie nie interesują, a jak wiecie ten blog nie miał już nic kompletnie z nimi ostatnio wspólnego. Nie licząc tego, że bardzo za nimi przepadam…:) I tu koniec optymistycznej notki…

Straciłam przyjaciela! Tak, mojego pieska…:( Którego tak bardzo kochałam, któremu uratowałam życie… Miałam go od kiedy skończył 4tyg. „Wychował” się na wsi, gdzie w sumie urodziło się 8 szczeniaków, z tego przezył tylko Snap i jego brat. Nigdy się nie dowiedziałam co się stało z drugim, ale oni twierdzą, że ktoś go zabrał, ale czy to prawda to nie wiem. Jaki był powód śmierci jego rodzeństwa? Głód i robaki, Snap był normalnie „zjadany”, wiadomo , że to źle jak się tak szybko zabiera szczeniaki od matki ale to był jedyny ratunek dla niego. Na następny dzień jak byliśmy na wizycie u weterynarza to okazało się, że ma nosówke i gdyby nie został przeze mnie odrobaczony i wysypany specjalną zasypką to już by nie żył. Takie rzeczy bardzo przywiązują… Potem karmiłam go kilkanaście razy dziennie, wychodziłam co godzine na dwór, nawet w nocy. Byłam na każde jego piśnięcie. Nauczyłam go bardzo dużo, w miare moich możliwości.
A jeszcze na dokładke bym nie miała za dobrego humoru to moja „kochana” babcia dała mi wykład , że jak to pies nie nadaje się do naszego mieszkania, teraz gdy go nie ma! Miałam ochote wstać i na nią nakrzyczeć, mi tu serce z bólu pęka, a ona ciągle jaki to on był niegrzeczny itp. Miałam dość tej gadaniny…;/

Najgorzej jest wrócić do domu i wiedzieć, że nikt cię nie przywita merdaniem ogona…:(


  • RSS